niedziela, 31 sierpnia 2014

Chapter twenty-six.

-W sumie to niczego. Na poczatku w planach było, żeby zacząć wszystko teraz, ale coś im nie wypaliło i akcja ma być za trzy miesiące. Na razie mam spokój z Arthurem. - powiedział. Nie wiedziałam, czy jest zadowolony, czy zły. Wydaje mi się, że jedno i drugie. Cieszy się, że Arthur na razie nie będzie się wtrącał, ale też jest zły, bo chciałby mieć wszystko za sobą. Niall zauważył, że po raz kolejny się zamyśliłam. Obrócił mnie twarzą do siebie. Trzymał dłonie na moich biodrach, a ja ciągle obejmowałam go w pasie. - Nie myśl już o tym. Na razie mamy wszystko z głowy, Arthur nie będzie nam wchodził w drogę, mamy cały czas dla siebie. - uśmiechnął się i delikatnie musnął moje usta. To była tylko krótka chwila, nasz mały kontakt, a ja czułam się tak wspaniale, tak błogo. Nie wiem, co ma takiego w sobie blondyn, ale to coś podoba mi się coraz bardziej. I to naprawdę wspaniałe uczucie mieć go przy sobie. Nie potrafię sprecyzować tego, co nas łączy, ale mam wrażenie, że życie bez Horana nie miałoby dla mnie sensu. Stał się tak wielką częścią mnie w przeciągu tak krótkiego czasu. I może to wydawać się śmieszne, że jeszcze kilka tygodni temu tak bardzo się nienawidziliśmy, a teraz spędzamy ze sobą każdą wolną chwilę, bo w żadnym towarzystwie nie czuję się tak dobrze jak właśnie z tym chłopakiem, który stoi przede mną i ciągle trzyma mnie przy sobie. Uśmiech niekontrolowanie wdarł mi się na usta. Patrzyłam w jego niebieskie tęczówki i widziałam w nich moje szczęście i mój świat. Nic nie było dla mnie ważne, gdy te błękitne oczy patrzyły na mnie. Wiem, że gdyby się wszystko waliło, Niall będzie przy mnie i w jego ramionach będę czuła, że jestem bezpieczna. Staliśmy przytuleni na środku chodnika i z uśmiechem na twarzy wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem. Ludzie, którzy nas mijali byli dla nas tylko nieważnym tłem, na które nie zwracaliśmy najmniejszej uwagi. Mieliśmy swój własny świat, a ja za żadne skarby nie chciałam go opuścić.

Po dłuższej chwili znowu zeszliśmy na ziemie i ruszyliśmy w dalszą trasę. Ciągle nie wiedziałam, gdzie idziemy. Niespodzianka to niespodzianka. Po kilkunastu minutach byliśmy w parku, w którym spędziliśmy większą część naszego dzieciństwa. Domyślałam się, gdzie prowadził mnie chłopak. Mijaliśmy te wszystkie dobrze znane nam miejsca. Wspomnienia naszego wspólnego dzieciństwa zaczęły przewijać się w mojej głowie. Nie byłam w tym miejscu od dobrych kilku lat. W końcu dotarliśmy do tego miejsca. Miejsca, w którym się poznaliśmy. Mały plac zabaw. Daleko od centrum miasta, miedzy drzewami, obok małego stawu. Wszystko było tu takie opuszczone. Nikt tu chyba od dawna nie zaglądał. Zardzewiałe huśtawki, zarośnięta piaskownica, porośnięte mchem zjeżdżalnie. To takie przykre, że to miejsce jest takie wymarłe. Nie mogę uwierzyć, że tak wielka część moich dziecięcych lat teraz tak po prostu umiera.  
-Niall, czemu teraz już nikt o to nie dba? - spytałam smutno. Horan przytulił mnie mocno widząc łzy w moich oczach. Nie ukrywałam tego, że chce mi się płakać. To niemożliwe, żeby to miejsce tak wyglądało.  
-Nie wiem. Kiedyś było tu tyle osób. Myślałem, że teraz jest tu tak samo jak dawniej. - powiedział. Też nie był zadowolony z tego, co tu zostało. To całkiem normalne. Nikt nie chciałby, żeby jego dzieciństwo zostało tak po prostu zniszczone. Nikt nie chciałby, żeby tak ważne miejsce w swoim życiu popadało w ruinę. Ale nic na to nie poradzimy. Usiedliśmy na ławce, gdzie zazwyczaj siadali nasi rodzice i zaczęliśmy wspominać wspólnie spędzone chwile.  
-Pamiętasz jak się poznaliśmy? - spytałam. 
-Jak mógłbym tego nie pamiętać? - zaśmiał się. - Siedzieliśmy razem w piaskownicy, a Ty ukradłaś mi moją łopatkę.  
-Bo Ty zabrałeś mi moje grabki! - oburzyłam się i od razu wybuchliśmy śmiechem. Wspominaliśmy nasze wspólne zabawy, ucieczki przed rodzicami, spędzone razem noce w namiocie za domem. Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi. 
-Co się z nami stało? Czemu przestaliśmy się odzywać? - spytałam i atmosfera od razu się zmieniła. Byliśmy całkiem poważni.  
-Rozwód rodziców strasznie mnie zmienił. Musiałem mieszkać z ojcem. Nienawidziłem ich i przestałem ufać ludziom. Tylko ty to widziałaś. Próbowałaś mnie uświadomić, że robię źle, ale wydawało mi się, że to ja mam racje i byłem na ciebie wściekły. Wtedy się pokłóciliśmy no i tak skończyła się nasza przyjaźń. Ja zacząłem ćpać, poznałem moich kumpli, a ty ciągle pozostawałaś sobą. Byłaś szczęśliwa i miałaś kochających rodziców i przez to cię znienawidziłem. Ale żałuję tych czterech lat i już nigdy nie popełnię tego błędu. Już cię nie skrzywdzę. - powiedział. To wszystko było takie prawdziwe. Dotknęło mnie to, że mnie nienawidził, ale teraz wiem czemu tak było. Rozwód rodziców strasznie go zmienił, ale ja wcale mu się nie dziwię. To musiało być dla niego okropnym doświadczeniem. Nie wiele myśląc przytuliłam się do niego.

Spacerowaliśmy po placu zabaw i patrzyliśmy na tą ruinę. Smutno mi było, ale pogodziłam się z myślą, że nic nie jest wieczne. W pewnym momencie Niall podszedł do drzewa. Oparłam się o nie plecami, a blondyn stanął przede mną. Swoje dłonie ułożył po dwóch stronach mojej twarzy. Zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował namiętnie. Odwzajemniłam pocałunek od razu. Po chwili oderwaliśmy się od siebie z powodu braku tchu. Horan oparł swoje czoło o moje. Nie odzywaliśmy się do siebie przez kilka minut próbując wyrównać przyśpieszone oddechy. W końcu Niall przerwał ciszę. 
-Zostań moją dziewczyną. - zamurowało mnie. Nie wiem, czy to była prośba, czy może stwierdzenie. Nie spodziewałam się tego ze strony Nialla. No ok, zachowywaliśmy się jak para, ale nie wyobrażałam sobie tego, że mielibyśmy zostać nią oficjalnie. Ale przecież nic nie stało nam na przeszkodzie.  
-Dobrze. - odparłam i po raz kolejny poczułam cieple usta blondyna na moich.


Aaa!! Niall i Jenny są razem!! Tak bardzo jaram się tym co napisałam xd
Wróciłam sobie wczoraj do domu, obejrzałam sobie otwarcie mistrzostw (KOCHAM SIATKARZY!) i doszłam do wniosku, że trzeba napisać jakiś pozytywny rozdział na koniec wakacji. I tak oto mamy nową parę... Ladies and Gentlemen... Przed Wami NIALL & JENNY! Hahaha, jestem nienormalna :D
Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Proszę o komentarze, bo pod ostatnim postem było ich malutko. :(
Piszcie, co tylko chcecie. Chwalcie mnie, wyzywajcie, krytykujcie, cokolwiek. Każde słowo się dla mnie liczy. :)
Pozdrawiam i życzę miłego powrotu do szkoły. :* 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Chapter twenty-five.

*Perspektywa Jenny*
Szykowałam się właśnie na spotkanie z Niall'em. Zadzwonił do mnie i powiedział, że będzie po mnie ok. 18. Była już 17.35 więc wypadałoby, żebym niedługo była już gotowa. Nie wiem, gdzie on zamierza mnie zabrać tym razem. Te jego niespodzianki... Zawsze potrafi wymyślić coś oryginalnego. Skończyłam nakładać lekki makijaż, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Otwarte! - krzyknęłam i usłyszałam, jak ktoś wchodzi do domu.
-Gdzie jesteś? - spytał z korytarza Niall.
-W moim pokoju. - odparłam i już po chwili poczułam w pomieszczeniu te wspaniałe perfumy. Mogłabym je wdychać cały czas. Siedziałam przy biurku przed lusterkiem i malowałam rzęsy tuszem. Poczułam dłonie na moich biodrach i ciepłe usta na mojej szyi.
-Cześć. - wyszeptał mi do ucha. Nachylił się nade mną, a ja podniosłam głowę do góry, by móc na niego spojrzeć. W tym samym momencie blondyn złączył nasze wargi. Uśmiechnęłam się czując usta Horana po raz kolejny tego dnia. Oderwaliśmy się od siebie, a ja szybko skończyłam się szykować.
-Jesteś za wcześnie. - powiedziałam zerkając na zegarek na moim nadgarstku.
-Nie mogłem się doczekać, żeby cię zobaczyć. - odparł i położył się na moim łóżku. Uśmiechnęłam się słysząc jego słowa. Jest taki uroczy.
-Ale nie wybrałam jeszcze tego, co założę. - zrobiłam smutną minę i stanęłam naprzeciwko otwartej szafy.
-We wszystkim będzie ci ładnie.
-Od kiedy jesteś taki miły, hmm? - spytałam.
-Yyy... od dzisiaj? - zaśmiał się.
-Taaak... Chyba masz rację. Ale ja ciągle nie wiem, co założyć. Gdzie my w ogóle idziemy?
-Niespodzianka. - uśmiechnął się chytrze. Czyli nic z niego nie wycisnę.
-Sukienka czy spodnie? - zapytałam w końcu.
-Nie jest za ciepło więc proponuje spodnie.
-Nie mogłeś mi powiedzieć tego od razu? - zapytałam i wyszłam do łazienki z gotowym zestawem. Postawiłam na brązowe rurki, biało-czarną bluzkę na ramiączka i czerwoną skórę. Przejrzałam się jeszcze w lustrze. Całość prezentowała się całkiem fajnie. Weszłam z powrotem do pokoju. Niall wstał, podszedł do mnie i po krótkim całusie w usta powiedział:
-Wyglądasz pięknie. A teraz chodźmy.
Wyszliśmy z domu. Niall objął mnie swoim ramieniem, kładąc dłoń na moje biodro. Ja natomiast złapałam go w pasie. Teraz to na bank wyglądamy jak para. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Spojrzałam na Niall'a i mój uśmiech powiększył się jeszcze bardziej. Chłopak po chwili zauważył, że się mu przyglądam. Zrobił dziwną minę zastanawiając się chyba, czemu tak się szczerzę. Nie powiedziałam nic, tylko mocniej się do niego wtuliłam.

Szliśmy już jakieś 20 minut. Od 15 minut próbuję wyciągnąć z Horana informację, gdzie my tak właściwie idziemy. Na moje nieszczęście jest z niego straszny uparciuch i nie da się go zagiąć na żaden sposób. Próbowałam już chyba każdego sposobu, ale za nic mi się to nie udało. W końcu odpuściłam, ale do głowy wpadła mi jedna myśl.
-Niall...
-Janie, ile razy mam ci powtarzać, że nie powiem ci, gdzie idziemy? - zaśmiał się.
-Nie, nie... Ja nie o to chciałam cię zapytać...
-Więc o co chodzi? - spytał zaciekawiony.
-No bo dzisiaj byłeś na tym spotkaniu z Arthurem, tak? - pokiwał głową. - I czego się dowiedziałeś o tej akcji? - spytałam i zdenerwowana z niecierpliwością czekałam na odpowiedź.



Elo, Kochani! :*
Leżę właśnie w łóżku i nie czuję nóg po dzisiejszym dniu. 7 godzin chodzenia po górach to zdecydowanie za dużo. Ale opłacało się, bo dzisiaj zdobyliśmy Tarnicę i Halicz! :D Marzenie spełnione!
Mam super humor. Mam super sny. Mam w nich super bohatera w roli głównej. Morda nie przestaje mi się cieszyć od wczoraj. :) Ludzie myślą, że oszalałam.
Jak podoba się Wam ten krótki rozdział? Przepraszam, że nie jest za długi, ale naprawdę nie mam czasu pisać, a ten napisałam ostatkami sił.
Jak wrócę będą dłuższe!
Dziękuję za uwagę. Dobrej nocy życzę! :*

niedziela, 24 sierpnia 2014

Chapter twenty-four.

*Perspektywa Nialla* 
Obudziły mnie promienie słoneczne. Otworzyłem jeszcze zaspane oczy i zobaczyłem coś pięknego. Jenny spała wtulona w moje ciało. Wyglądała tak ślicznie i niewinnie. Miała lekko rozchylone usta. Czułem jej lekkie bicie serca. To było niesamowite uczucie. Nie podejrzewałem, że moje życie zmieni się tak bardzo w te wakacje. W końcu mam dla kogo żyć. Przez ten okres czterech lat byłem wrakiem człowieka. Nie miałem żadnych celów, żadnych aspiracji, żadnych marzeń. Do teraz. Teraz chcę tylko, by Janie była przy mnie szczęśliwa i bezpieczna. Nie wiem, jak potoczą się dalej nasze losy, ale chcę żeby nasze wspólne chwile trwały wieczność. Nie mogę uwierzyć, że w ciągu dwóch tygodni stałem się takim ckliwym romantykiem. Gdyby ktoś powiedział mi jakiś czas temu, że będę zabierał na romantyczne wieczory Jenny to chyba wyśmiałbym go prosto w twarz. Ciągle nie rozumiem, jak ona mogła mnie tak zmienić. Przez te kilka lat nabijałem się z niej, obrażałem, a przez jeden głupi zakład stała mi się tak bliską osobą. Wcześniej oczywiście chciałem po prostu wygrać zakład, ale z dnia na dzień chodziło mi o coś więcej. Chyba muszę podziękować Zaynowi za ten pomysł z zakładem. W sumie nawet nie zależy mi na wygranej. Oczywiście chciałbym, żeby to ze mną Janie przeżyła swój pierwszy raz. W końcu jestem facetem. Chcę, żeby była moja na każdy sposób. 

Wpatrywałem się w dziewczynę jeszcze dłuższy czas. Nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Nagle zaczęła się poruszać. Otworzyła delikatnie oczy i spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się do mnie i wtuliła w moje ciało jeszcze bardziej. Zaśmiałem się cicho. Oplotłem ją moimi rękoma jeszcze mocniej. Chciałem, żeby zasnęła, ale postanowiła się jednak obudzić. Podniosła się i oparła o zagłówek łóżka. Zrobiłem to samo.
-Cześć, piękna. - powiedziałem i pocałowałem ją delikatnie w usta. Ehh...jak ja uwielbiam to robić. To najwspanialsze uczucie na świecie, czuć jej usta na moich. Przyznaję, całowałem się z wieloma dziewczynami, ale teraz wiem, że tylko Jenny potrafi wywołać tym u mnie tak pozytywne emocje. 
-Hej. - zarumieniła się. - Dziękuję ci, że ze mną zostałeś. - dodała po chwili.
-Cała przyjemność po mojej stronie. - uśmiechnąłem się. Skradłem Stinson kolejnego buziaka i w tym samym momencie dostałem sms-a. Niechętnie wstałem z łóżka i podszedłem do krzesła przy biurku, na którym leżały moje spodnie. Wyjąłem z kieszeni urządzenie i otworzyłem wiadomość. 



Humor popsuł mi się diametralnie. Wystarczyła jedna wiadomość, aby zniszczyć mi cały poranek. Jenny od razu to zobaczyła.
-Co jest? - spytała.
-Arthur. Mamy się niedługo spotkać. Muszę już iść. - odpowiedziałem. Byłem wściekły. Ten chuj wybrał sobie po prostu idealną porę. 
-Skoro musisz... - odpowiedziała dziewczyna. No super! Nie dość, że Brown popsuł humor mi to i na dodatek Janie. Jak on mnie wkurwia!
-Ale widzimy się wieczorem, tak jak obiecałem. Zadzwonię do ciebie i powiem o której po ciebie będę. - powiedziałem i podszedłem do niej. Nachyliłem się nad nią opierając swoje ręce po dwóch stronach jej ciała. Oplotła moją szyję swoimi rękoma i przyciągnęła do siebie łącząc nasze usta. Tym razem pocałunek trwał znacznie dłużej i był o wiele bardziej namiętny. Tak, to trochę poprawiło mój zepsuty humor. 
-Do zobaczenia potem, skarbie. - powiedziałem i wyszedłem próbując nastawić się psychicznie na spotkanie z tym idiotą, Arthurem.




Hej, Kochani! Pozdrowienia z Bieszczad! Macie szczęście, że jesteśmy zaprzyjaźnieni z miejscowym gospodarzem, bo to on dał nam hasło do "free wifi". :D Niestety pogoda dzisiaj lipna: pada, wieje i jest zimno. :( Więc siedzę sobie pod kocem w kółku do pływania i piszę dla Was :D a w łóżku obok siedzi moja koleżanka i nie ma bladego pojęcia, że piszę bloga, buahahah. To moja słodka tajemnica. ;) Nie wiem, kiedy napiszę następny, bo od jutra mamy zamiar zdobywać kolejne szczyty i kąpać się w jeziorze, ale postaram się coś dla Was napisać wieczorami. :D
Życzę miłego wieczoru i pogody lepszej niż tutaj. :) :*
  

PS. Przepraszam, że taki krótki i że są błędy. Nie mam czasu ich sprawdzić ;)
PS.2 AAA!! Dziękuję za ponad 9 tys. wejść. Kocham Was! ♥

czwartek, 21 sierpnia 2014

Chapter twenty-three.


!! Przeczytaj notkę pod rozdziałem !!


Nie wierzyłam. Ciągle nie potrafiłam uwierzyć w to, co mówił Arthur. Nie miałam pojęcia, że Niall robił takie rzeczy i je przede mną ukrywał. Narkotyki. napady, policja... To nie mieściło się w mojej głowie. Nie przyjmowałam do wiadomości, że to wszystko jest prawdą.
-Janie, wiem, że to wszystko jest straszne, żałuję tego. Ale to już przeszłość. Nie chcę do tego wracać, ale jestem to winny Arthurowi. Obiecał mi, że to ostatnia akcja i będę miał z nim spokój. Już nigdy więcej nie zajdzie mi w drogę. To ostatni raz, obiecuję ci to. Nie chcę, żeby moja przeszłość nam przeszkodziła. Tamto jest już skończone, teraz liczysz się dla mnie tylko ty. - mówił, ale jakoś nie miałam ochoty go słuchać. Mimo iż to, co powiedział trochę zmieniło moje zdanie, to wiedziałam, że muszę po raz kolejny wszystko sobie przemyśleć.
-Odprowadzisz mnie do domu? - spytałam po chwili. Nie miałam na nic innego ochoty, tylko znaleźć się w moich czterech ścianach, gdzie czułam się bezpieczna. Wcześniej takie bezpieczeństwo czułam w ramionach blondyna, a teraz już sama nie wiem... To wszystko jest tak cholernie trudne. Chłopak pokiwał jedynie głową. Podszedł do stolika i zabierając nasze marynarki pokierował się ze mną w stronę zejścia z dachu.

Pod moim domem byliśmy po ok. 30 minutach. Stanęliśmy pod moimi drzwiami i żadne z nas nie wiedziało, co ma zrobić. Niall całą drogę siedział cicho, tak samo jak ja, więc na jakieś czułe pożegnanie wcale nie liczyłam. Miałam w głowie tylko jedną myśl.
-Wejdź. Musimy pogadać. - powiedziałam po chwili namysłu. Otworzyłam drzwi i wpuściłam chłopaka do środka. Pomimo tego, że moich rodziców i tak nie było w domu, to wolałam udać się z Niallem do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a blondyn spacerował po pomieszczeniu. Był zdenerwowany. Czułam to od początku, ale ja po prostu musiałam wiedzieć.
-Co chcesz wiedzieć? - spytał Horan.
-Wszystko. Jak to się zaczęło?
-To było cztery lata temu, zaraz po tym, jak skończyliśmy naszą przyjaźń. Załamałem się rozwodem rodziców i szukałem jakiejś odskoczni. Najpierw był alkohol, potem fajki. Ale z czasem i to nie starczało. Wtedy poznałem moją paczkę. Zaprzyjaźniliśmy się. Byliśmy młodzi, chcieliśmy spróbować czegoś nowego. Pewnego wieczoru wpadłem na Arthura. Zaproponował mi jedną działkę. Najpierw ćpałem sam, potem częstowałem resztę. Gdy w końcu zabrakło mi kasy z kieszonkowego rodziców, zadłużyłem się. Nie miałem na nic kasy, a Arthur coraz bardziej na nią nalegał. Groził mi, próbował siłą wykraść mi forsę, ale ja nie miałem nic. W końcu to zrozumiał i wymyślił inny sposób, żebym mu się odpłacił. Na początku były małe włamania, potem napadaliśmy na ludzi na ulicy. Takich jak ja było więcej. W końcu przyszedł czas na większą akcję. Przygotowywaliśmy się do niej dłuższy czas. Mieliśmy zabić Phila, największego wroga Arthura. Niestety wpadła policja. Prawie mnie złapali, ale zdążyłem uciec. Przez rok miałem spokój, aż Arthur nie pojawił się teraz i nie powiedział mi o kolejnej akcji. Muszę na niej być, ale to jest ostatnia. Spłacę dług i będę od niego wolny. Naprawdę nie chciałem, żebyś o tym wiedziała. Byłem pewien, że nie będziesz chciała mnie po tym wszystkim znać. Chciałem ukryć to wszystko, tą całą akcję, żebyś się nie martwiła i nie była w to wszystko zamieszana. Przepraszam, że dowiedziałaś się o tym w taki sposób. Ale przysięgam Ci, że już skończyłem z tym całym gównem. Nie jestem zamieszany w żadne sprawy, poza tą jedną, ostatnią. Teraz liczysz się dla mnie ty, a przeszłość zostawiam za sobą. - powiedział. Teraz wszystko wyglądało inaczej. Wiedziałam, że on był zmuszony do tego, żeby pomagać Arthurowi. Niall nie jest zły, po prostu zagubił się w swoim życiu. Na szczęście się odnalazł, a ja już nie pozwolę, żeby po raz kolejny zszedł na złą ścieżkę. Przynajmniej nie teraz, kiedy jest dla mnie tak ważny.
-To już na pewno ostatnia akcja? - spytałam upewniając się.
-Tak.
-Na czym ma polegać?
-Nie wiem, jeszcze nie znam szczegółów. Mamy się spotkać i wszystko ustalić. - odpowiedział. Nie wiele myśląc wstałam, podeszłam do niego i najzwyczajniej w świecie go przytuliłam. Nie wiedziałam, co innego mam zrobić. Po prostu chciałam upewnić go, że mnie nie stracił. Wiem, że ciężko będzie mi żyć ze świadomością, że Niall należał kiedyś do gangu. Jego przeszłość pewnie nie raz jeszcze skomplikuje nam sprawy, ale chciałam mieć go przy sobie za wszelką cenę. Nawet po tym, co dzisiaj usłyszałam, nie mogłam go zostawić. Otworzył się przede mną i opowiedział całą prawdę, a to najlepsze co mógł zrobić w tej chorej sytuacji. Potrzebowałam tylko prawdy i dzisiaj ją uzyskałam. Mam tylko nadzieję, że powiedział mi wszystko i nie dowiem się czegoś jeszcze. Miałam dość dzisiejszego dnia, a właściwie wieczora. Przytłoczyły mnie te wszystkie informacje i jedyne czego teraz pragnęłam najbardziej to błogi sen.
-Niall... - spytałam ciągle będąc w jego silnym uścisku.
-Hmm?
-Nie chcę dzisiaj być sama w nocy... Zostaniesz?
-Dla ciebie wszystko. - zapewnił mnie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.

Obudziłam się w środku nocy. Spojrzałam na zegarek. 2:48. Za oknem było ciemno. Jedynie księżyc i światła z ulicy rozjaśniały odrobinę mój pokój. Mimo otwartego okna było mi strasznie ciepło. Gorąco bijące od ciała Nialla powoli zaczynało mi przeszkadzać, zwłaszcza, że byliśmy przykryci jeszcze dość grubym kocem. Mój organizm domagał się czegoś do picia, więc delikatnie wyswobodziłam się z silnych ramion oplatających moją talię starając się przy tym nie budzić blondyna. Cicho stawiając kroki przedostałam się do kuchni. Zapaliłam oświetlenie przy szafkach i wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Nalałam sobie do szklanki i siadłam przy stole. Sącząc powoli napój ciągle rozmyślałam nad tym, czego się dowiedziałam kilka godzin temu. Cały czas ciężko było mi się pogodzić z myślą, że Horan był zamieszany w takie interesy, ale jakoś znosiłam tą informację. Bardziej zaczęło mnie martwić to, że akcja którą planują może się nie udać i tym razem Niall nie wydostanie się z rąk policji lub, co gorsza, coś mu się stanie. Już w sumie nie obchodził mnie sposób w jaki chłopak się w to wmieszał, bo w końcu to jego przeszłość i na pewno jej nie zmieni. Martwiło mnie tylko to, że coś może zagrażać jego bezpieczeństwu. Nic innego się nie liczyło. Miałam w nosie to, że kiedyś ćpał, okradał i napadał ludzi. To było dla mnie błahostką w porównaniu z całą akcją. Wcześniej o włos udało mu się uciec. A co jeśli tym razem mu się to nie uda? Nawet nie potrafię sobie wyobrazić tego, że coś może stać się chłopakowi. Nie przeżyłabym tego... Podskoczyłam nagle na krześle i lekko pisnęłam, gdy poczułam dłoń na swojej talii. Serce waliło mi jak szalone a oddech znacznie przyspieszył. Uspokoiłam się, gdy zorientowałam się, że to tylko Niall.
-Nie chciałem cię przestraszyć. - odpowiedział siadając na krześle obok.
-Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się lekko. - Co tu robisz?
-Obudziłem się i zobaczyłem, że cię nie ma, więc postanowiłem sprawdzić czy wszystko dobrze. A ty?
-Musiałam się czegoś napić i odechciało mi się spać. - odpowiedziałam i wpatrywałam się w jego błękitne tęczówki. Siedział opierając się łokciem o stół i podtrzymując głowę na swojej dłoni. Nie mówiliśmy nic, tylko się sobie przyglądaliśmy.
-O czym myślisz? - spytał po chwili ni stąd, ni zowąd.
-O mnie, o tobie, o nas. O tym, co mi dzisiaj powiedziałeś, o waszej akcji... Martwię się, że coś ci się stanie, Niall. - powiedziałam smutno. Chłopak momentalnie złapał moją dłoń.
-Nie martw się, ok? Wtedy nic mi się nie stało i tym razem będzie tak samo. Wszystko będzie dobrze. - dodał mi otuchy. Nie udało mu się to najlepiej.
-Oby... - dodałam po chwili.
-Chodźmy do łóżka. Nie będziemy tu siedzieć całą noc. - powiedział i wstał wyciągając do mnie rękę. W kuchni było tylko lekkie oświetlenie, a ja nawet wtedy mogłam dostrzec jak bardzo umięśnione i idealnie wyrzeźbione jest ciało Horana. Był jak anioł. Mój anioł.
Po chwili leżeliśmy z powrotem na moim łóżku. Głowę miałam położoną na torsie chłopaka. Owinął mnie on swoimi rękami i delikatnie gładził moje plecy, kreśląc przy tym palcami jakieś nieznane mi kształty. Co chwila któreś z nas ziewało, ale nie mogliśmy usnąć. Po prostu leżeliśmy sobie o 3 nad ranem nie wypowiadając przy tym żadnych słów. A mimo to i tak czuliśmy się dobrze. Ta cisza nie była dla żadnego z nas uciążliwa. Jednak chłopak postanowił ją przerwać.
-Zabiorę cię gdzieś dzisiaj po południu. - powiedział i wzbudził we mnie niemałą ciekawość.
-Gdzie? - spytałam lekko podekscytowana.
-W wyjątkowe miejsce. Mam nadzieję, że jeszcze je pamiętasz. A jeśli nie to ci o nim przypomnę. - odparł, a ja nie wiedziałam o czym on mówi. Jednak i tak byłam pewna, że będzie ono wspaniałe. W końcu będzie tam ze mną Niall.
-Ciągle nie mogę uwierzyć, że jestem taką szczęściarą. - uśmiechnęłam się.
-Czemu niby nią jesteś? - spytał zdezorientowany.
-Bo mam ciebie.


Dość długi ten rozdział mi wyszedł. Miały być to dwa mniejsze, jednak przed moim wyjazdem przyda Wam się coś dłuższego. ;) Ale przejdźmy do konkretów...
A więc mam dla Was informację. Wpadłam na pomysł, żeby to opowiadanie podzielić na dwie części. Pierwsza skończy się za kilka lub kilkanaście rozdziałów, a zakończy się jakimś przełomowym wydarzeniem. Druga będzie w pewnym sensie trochę inna i zacznę ją pisać po jakimś czasie. Mam już na to wszystko pomysł tylko teraz pytanie... Odpowiada to Wam? Nie będzie Wam przeszkadzało to, że będą dwie części? Uważam, że to będzie lepsze i przyjemniejsze do czytania. Decyzja po części należy do Was. Dajcie znać co o tym myślicie.
Do zobaczenia (mam nadzieję) niedługo! :*
Kocham Was!